Tadeusz Szlenkier - tenor

«« powrót

Cav&Pag, czyli Rycerskość wieśniacza i Pajace w Operze Nova

Ten dwupak opery nie gościł na bydgoskiej scenie od niemal czterdziestu lat. Panie dyrektorze, jak można było przez tyle lat pozbawiać nas tak smakowitego dania?! No, chyba że trzeba było zaczekać na takiego reżysera, orkiestrę i zespół oraz solistów, by wystawić "Cavaliera Rusticana" i "Pagliacci".
Dlaczego Luciano Pavarotti wychodził na scenę z białą chusteczką (prawda, że rozmiarów obrusa) na scenę? Bo to symbol władztwa. On rządził głosem i charyzmą na deskach nowojorskiej MET czy w Termach Karrakali.
Podczas sobotniej premiery w bydgoskiej Operze Nova nie było - co oczywiste, ale i tak szkoda - wielkiego Lucciano, ale symbol obecny był, i owszem. Wszedł z nim, a właściwie z nimi, bo każda tancerka miała w dłoni białą płachtę - balet, by za chwilę przekazać atrybut chórowi. I z pewnością artyści tych dwóch formacji zawładnęli deskami Opery Nova. Szczególnie przejmujący był występ chóru w hymnie zmartwychwstania. Być może sprawiło to skojarzenie - tam Odkupienie i Nowe Życie, a przed nami Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, ale efekt przyprawił chyba nie tylko mnie o dreszcze.
Te dwie opery to właściwie ciągle ta sama opowieść o namiętności, której na imię miłość - zdrada - zazdrość. Łączy je temat i cudowność muzyki stworzonej przez Pietro Mascaganiego i Ruggero Leoncavallo, fantastycznie zagranej przez bydgoskich muzyków pod batutą Wojciecha Rajskiego. Dzieli zaś nienawiść, którą żywili do siebie kompozytorzy. O ile w "Rycerskości wieśniaczej" muzyka odgrywa rolę pierwszoplanową, o tyle w "Pajacach" [na zdjęciu] prym wodzi intryga. Razem tworzą wybuchową miksturę, którą wstrząsnął (wymieszał?) w Bydgoszczy Andrzej Bubień wespół z Jarosławem Stańkiem (choreografia) i Henrykiem Wierzchoniem (przygotowanie chóru). Do tego trzeba dodać ciepłe słowa pod adresem Anity Bojarskiej, autorki scenografii i kostiumów (koszulki z napisem "I love Pajace" - cymesik!).
Opera to jednak przede wszystkim soliści. I my ich mamy. Nareszcie! I to jakich! Darina Gapicz jako Santuzza i Tadeusz Szlenkier niosą "Rycerskość...". Sylwester Kostecki jako Canio - Pajac przejmująco łkał w najsłynniejszej arii "Śmiej się pajacu...", ale właściwie dopiero w kilku finałowych minutach wygrał swoją rolę.
A propos rola - niekłamanej radości widowni dostarczył... kurczak. Jak? A to już proszę sprawdzić samemu. Polecam!


Alicja Polewska, Gazeta Pomorska nr 252
28.10.2013


«« powrót